Nie kupuj zwierzęcia dziecku

Jeśli już, kupuj/adoptuj je sobie


Dzisiejszy dzień rozpocznę apelem.

Spotkałam się wiele razy z sytuacją, gdy świeżo upieczeni rodzice mówili: „Dobrze jest, gdy dziecko wychowuje się przy zwierzaku, może mu jakieś kupimy?”. Słowo klucz to „mu”. Otóż taki rodzic powinien być przede wszystkim świadom, że wcześniej czy później to on będzie musiał zająć się tym zwierzakiem, bo dziecko albo jest zbyt małe, by to zrobić, albo się nim po prostu znudzi.


Nowe zwierzę a noworodek/małe dziecko

Tak – jeśli rodzice będą pamiętać, że zwierzę to nie zabawka, że należy wyznaczyć granice nie tylko zwierzęciu, ale też dziecku (tu przytaczam słowa Anety Awtoniuk), że to oni będą zobowiązani do opieki nad zwierzęciem, że takie małe dziecko potrafi wywołać wiele stresu u zwierzęcia i należy wtedy zapewnić zwierzęciu wiele kryjówek, do których małe dziecko nie dosięgnie oraz zadbać o to, by „sesje” zapoznawcze były krótkie. Tak małe dziecko nie wie, że ciągnięcie za ogon boli, że nie wolno dotykać paluszkami oczu psa/kota i to rolą rodzica jest pilnowanie tego typu odruchów i szybkie reagowanie!

Nie – jeśli rodzice myślą, że małe dziecko jest w stanie zaopiekować się zwierzęciem lub zwierzę samo się sobą zaopiekuje i w sumie jest tylko „dodatkiem” w domu, ot, prezentem dla dziecka, a nie żywym, czującym stworzeniem.

Aneta Awtoniuk o dzieciach i psach podczas targów Animals Days 2019

Nowe zwierzę a dziecko większe (kilkuletnie)

Tak, ale nadal z uwzględnieniem powyższych zasad o granicach i opiece. Jak najbardziej, takie dziecko jest już świadome tego, że zwierzę to nie zabawka (o ile rodzice je tego nauczą), że trzeba być wobec niego delikatnym, bawić się z nim i ogólnie się nim opiekować. Taka opieka jest wtedy treningiem odpowiedzialności, w dodatku pomiędzy dzieckiem a zwierzęciem wytwarza się więź. Dziecko ponadto uczy się empatii, jest pewniejsze siebie, mniej choruje.

Jednak (!) i tutaj rodzice muszą bacznie się wszystkiemu przyglądać, nie pozostawiać dziecka i zwierzęcia samych. Również oni będą głównymi karmicielami zwierzęcia, nie oszukujmy się. Podobnie jest zresztą z pozostałymi elementami opieki. Dziecko może wyprowadzić psa kilka, kilkanaście razy w miesiącu, ale nie będzie tego robiło systematycznie przez cały rok.

Każde zwierzę wymaga prawidłowej opieki, a to oznacza:

  • zadbanie o prawidłową, zdrową dietę
  • zadbanie o pielęgnację
  • zaaranżowanie środowiska odpowiadającego gatunkowi
  • pilnowanie aktualności szczepień
  • wizyty kontrolne u lekarza weterynarii, często też badania kontrolne (np. u dorosłych kotów co rok wykonuje się m.in. morfologię i biochemię)
  • regularny kontakt z człowiekiem, zabawy, spacery (w przypadku psów), itp.

Uleganie prośbom dziecka

Ja jeszcze nie mam dziecka, ale doskonale pamiętam siebie z tego okresu życia. Miałam „fazy” na przeróżne gatunki zwierząt. Rybki, chomiki, kanarki, króliki, szynszyle, a nawet jaszczurki. O kolejnego psa nigdy nie prosiłam, bo mieliśmy wtedy w domu dwa i nauczono mnie, że posiadanie psa wiąże się z wielką odpowiedzialnością. Gorzej było z tymi mniejszymi zwierzakami. Czasami mama mi ulegała, innym razem nie.


Ulec może w końcu każdy – ciężko codziennie wytrwale powtarzać „nie”, szczególnie, gdy dziecko naprawdę się czymś podekscytuje. Sztuką jest zatrzymanie się na jednej zachciance.

Dziecko, które chciało chomika i go dostało, za tydzień może zachcieć królika. Wtedy należy zaznaczyć, że to „koniec”. Mamy chomika, tak, jak chciałeś/chciałaś, teraz trzeba się nim odpowiednio zajmować. Uleganie dziecku nie jest złe, o ile rodzic jest w stanie samemu znaleźć czas, by zaopiekować się nowym zwierzakiem i o ile za parę dni nie kupi kolejnego.

W moim domu nigdy nie było wielu zwierząt naraz. Jak chomik, to tylko on (+ wcześniej obecne psy). Jak rybka, no to rybka. Po niej był szynszyl. W międzyczasie jeszcze kanarki u dziadków, ale oni po prostu sami chcieli je u siebie mieć, nie namawiałam ich. A potem już nic, bo dorosłam i od tamtej pory miałam tylko tych dłużej żyjących, większych zwierzęcych przyjaciół. Psy i koty.

A co, jeśli będziemy tak twardzi, że nie ulegniemy? Nic się nie stanie. Dzieci co chwila wymyślają, jakie to zwierzątko chciałyby mieć, po czym z czasem o sprawie zapominają. „Faza” im przechodzi. Im lepiej wytłumaczymy dziecku, dlaczego nie możemy mieć kolejnego zwierzaka, tym szybciej otrząsną się z nadmiernej ekscytacji.

Płacz? Niewykluczony. Histeria? Oczywiście.

Jednak po tym nastąpi spokój. Może on przyjść późno, ale w końcu nadejdzie, warto uzbroić się w cierpliwość… całą masę cierpliwości ;).

Podjęcie decyzji: kupno czy adopcja?

Jeśli zdecydujemy się zakupić/zaadoptować psa lub kota, jest to już o wiele większa sprawa, niż zakup chomika. Trzeba najpierw przygotować do zmiany i dziecko, i siebie. Zadać sobie pytanie, czy na pewno będziemy w stanie zaopiekować się czworonogiem, wychować go, chodzić z nim do weterynarza, zadbać o jego dobrą relację z dzieckiem.

Ponadto, jest wielka różnica pomiędzy zwierzęciem z hodowli, a tym ze schroniska/fundacji. O ile psy i koty z hodowli przeważnie rzadko wykazują problemy behawioralne, o tyle te przygarnięte ze schroniska już owszem. Mogą okazać się nieufne, płochliwe, agresywne itp. Nie zawsze, ale jednak. Należy wtedy pamiętać, że takie zwierzę wymaga dodatkowej uwagi doświadczonego behawiorysty

W dodatku przy takim zwierzęciu dziecko nie będzie się mogło od razu zachowywać tak, jak zachowywałoby się przy odważniejszym, nieskrzywdzonym nigdy przez człowieka zwierzaku o zdrowej psychice. To normalne. Takie zwierzę nie jest w żadnym wypadku gorsze, po prostu wiele przeszło i zasługuje na wyrozumiałą rodzinę. 

Zwierzę z problemami nie nadaje się do domu z bardzo małym dzieckiem – gdzie ani dziecko nie ma dla niego czasu i go nie rozumie, ani zabiegani rodzice nie będą w stanie wysilić się, by temu zwierzęciu pomóc.

Oczywiście, że uratowanie zwierzęcia poprzez adopcję jest dobrym uczynkiem, lecz miejmy przy tym otwarty umysł, postępujmy rozsądnie.

Wybór kota/psa

W przypadku decyzji obojga rodziców na nowego, czworonożnego członka rodziny, można pozwolić dziecku wybrać imię dla zwierzaka, dać mu wcześniej pomyśleć o kolorze kota/psa. Dlaczego wcześniej? Bo jeśli pozwolimy dziecku wybrać konkretnego zwierzaka w hodowli, może się potem okazać, że ma on zupełnie odmienny charakter od nas. Nie mówiąc już o schronisku/fundacji, gdzie skutki takiego dowolnego wyboru przez dziecko mogą być katastrofalne.

Dlatego ja mówię nie wybieraniu kota/psa przez dziecko. To hodowca jest odpowiedzialny za wcześniejszy wywiad z rodzicami, za poznanie ich oczekiwań oraz charakterów, po czym dobiera on takie zwierzę, którego osobowość będzie zbliżona do naszej. Nie jest to może stuprocentowa gwarancja na to, że się dogadamy, ale prawdopodobieństwo znacznie wzrasta.

Podobnie w przypadku schroniska/fundacji. Jeśli zapadła decyzja „adopcji jakiegoś bidulka”, to doświadczony wolontariusz powinien polecić nam odpowiedniego, szczególnie jeśli ma to być właśnie dom z dzieckiem. Nie każde zwierzę akceptuje towarzystwo dziecka, więc nie wolno upierać się przy konkretnym kocie lub psie, bo „jest taki słodki i pierwszy do nas podszedł”.

Dlatego nie pozwalamy dziecku wybrać konkretnego zwierzaka. Pozwalamy na wybór imienia, sprawdzamy w hodowli/schronisku, jak zwierzę zareaguje na obecność i dotyk dziecka, upewniamy się, że będziemy w stanie przejąć obowiązki, gdy dziecku zwierzę się znudzi (lub gdy dziecko jest jeszcze małe) i po prostu kupujemy/adoptujemy zwierzę razem z dzieckiem, a nie dla dziecka.

Zwierzę to nie prezent. Ani zabawka. Ani dekoracja. Ani samodzielna istota, która przetrwa bez odpowiedniej opieki. Nie, nie przetrwa.


Zwierzęta w schronisku to właśnie bardzo często te, które zostały komuś podarowane w prezencie. Czy to dziecku, czy dorosłemu, który nie znalazł czasu i chęci na opiekę.
Warto więc również UPRZEDZIĆ innych członków rodziny (a nawet przyjaciół), by nie zaskakiwali nas prezentami w postaci żywego zwierzęcia! I by nie ulegali naszemu dziecku – jeśli już ktoś ma kiedyś ulec, to rodzice.

A przy odpowiednim podejściu i pamiętaniu o pewnych zasadach, dziecko i zwierzak mogą stworzyć naprawdę szczęśliwą drużynę :).

Taki maluch będzie też zadowolony ze zwykłego pluszaka :)


Jeśli masz wątpliwości odnośnie wyboru rasy/konkretnego kota, jego charakteru, wieku itd., możesz śmiało do mnie napisać - behawioryści doradzają również w tych sprawach :).

5 komentarzy:

  1. Całkowicie się z Tobą zgadzam! To rodzice biorą później odpowiedzialność za zwierzaka w stu procentach, bo jak to dziecko.. Sama mam kociaka i gdy tylko koleżanki mamy wraz ze swoimi pociechami nas odwiedzają, widzę jak maluchy się z nim obchodzą. Świetny post!

    Pozdrawiam cieplutko ❃
    Aleksandra

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że tak uważasz :) Dziękuję bardzo!

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  2. my nigdy nie mieliśmy swojego zwierzaka jako dzieci. Był pies ale na działce z dziadkiem i tylko tam mieliśmy z nim kontakt

    OdpowiedzUsuń
  3. Naprawdę świetny wpis. Ja akurat mam adoptowaną kotkę, która nie lubi dzieci i się ich boi. Wkurza mnie to, że niektórzy dzieciaci znajomi nie potrafią właśnie tego zrozumieć, że mój kotek to nie zabawka dla ich potomka i że ja jej nie będę na siłę wyciągać z jej kryjówki, skoro na widok krzyczącego dziecka się schowała. Masakra jakie ludzie mają często podejście do zwierząt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję!
      Świetnie Cię rozumiem. Niestety, wciąż wiele osób nie rozumie kocich potrzeb. Warto jednak próbować im to przetłumaczyć. Uświadomić, że kot potrzebuje kryjówki, azylu, do którego dostępu nie będą mieli ludzie (szczególnie dzieci). Bo kot to nie pies, zresztą i psa nie wolno męczyć. Tak, jak człowiek często chce mieć święty spokój, tak i zwierzęta mają do tego prawo.

      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń

Każdy komentarz motywuje mnie do dalszego pisania, dziękuję ♥

Obsługiwane przez usługę Blogger.