Kot domowy a kot zdziczały

Kot może być domowy lub zdziczały

Co poprzez to rozumiemy?



Kot domowy to taki, który poradzi sobie tylko i wyłącznie w domu. Nie potrafi dobrze polować i nie wie, jak przeżyć na ulicy. Wyrzucony na nią, prawdopodobnie by nie przeżył. Jeśli znajdziecie takiego kota, niezwłocznie powiadomcie TOZ, najbliższe schronisko lub fundację. Możecie też oczywiście zastanowić się nad przygarnięciem takiego biednego mruczka, a ciężko będzie przejść obok niego obojętnie, bo kot domowy to kot łaszący się, przymilający, raczej łagodny.

Owszem, na początku może być nieufny, lecz po pewnym czasie w końcu będzie domagać się uwagi i jedzenia.

Może być to też kot przewrotny, czyli najpierw dający się głaskać, by potem lekko nas skarcić. 
Nadal jest to jednak kot domowy, który potrzebuje człowieka do prawidłowego funkcjonowania.


Kot zdziczały to taki, który prawdopodobnie urodził się poza ludzkim domem. Raczej poradzi sobie na ulicy lub na polach, gdzie spędził większość swojego życia (co nie znaczy, że tam miałby lepiej!). Po znalezieniu go też można powiadomić schronisko itp., ale zmuszanie takiego kota do życia w domu może się źle skończyć i dla nas i dla niego. Do napotkanego "dzikuska" lepiej się samemu nie zbliżać. Taki kot może mocno ugryźć lub zadrapać, a przecież nie wiemy, czy nie jest chory na wściekliznę. Poza tym, to już naprawdę boli.

Dlaczego piszę "kot zdziczały" zamiast "wolno żyjący" lub "miejski"?

Bo przekonałam się, że nie ma czegoś takiego jak "kot domowy wolno żyjący". Mi też wpajano na niejednym wykładzie (prowadzonym nawet przez innych, często bardzo znanych behawiorystów), że istnieją koty domowe "wolno żyjące" i są one elementem miejskiego środowiska, i tak dalej, i tak dalej... .

Teraz, gdy mam już więcej wiedzy, śmiem się z tym nie zgodzić - tak, uaktualniłam ten wpis. Przyznaję się otwarcie do błędu, może nie użyłam tu wcześniej słowa "wolno żyjący", ale parę razy pojawiło się "miejski". Koniec z tym.

Miejsce kota domowego jest w domu i kropka.



Kot zdziczały to kot płochliwy, syczący na ludzi i prychający, gdy chcą do niego podejść. Jeśli te ostrzeżenia nie zadziałają, w końcu zaatakuje. Taki kot często ma problemy behawioralne, bywa również, że nie akceptuje psów i innych kotów ze względu na traumatyczne przeżycia podczas jego życia w mieście lub na wsi.

Oczywiście również przerażony kot domowy ma prawo do takich reakcji, dlatego tak ciężko jest na początku je od siebie odróżnić. Weryfikuje się to najczęściej już w fundacji/schronisku i jeśli chodzi o koty zdziczałe to najczęściej wypuszcza się je z powrotem na ulicę po zabiegu kastracji.

Mimo wszystko, są ludzie uparci. Ja też taka bywam.

Przygarniając kota zdziczałego, musimy liczyć się z ciężką pracą, jaka nas czeka.

Taki kot wymaga socjalizacji, często również porad doświadczonego behawiorysty. Może minąć sporo czasu, zanim komuś w ogóle zaufa. Może zaufać tylko jednemu członkowi rodziny, jak w przypadku przygarniętej w mojej rodzinie czarnej Kici - choć obecnie ufa już dwóm osobom, wszystko przyszło z czasem :).

Może być też tak, że nie zaufa nikomu, agresja nie będzie ustawać mimo wieloletniej pracy nad nim i wtedy możliwe, że będziemy zmuszeni do zastanowienia się, czy kotu nie będzie lepiej gdzieś na wsi, z dala od ruchliwych ulic. Niemniej jednak, w ciepłym domu na pewno miałby lepsze warunki. Warto spróbować, ale nie każdy człowiek podoła wyzwaniom związanym z tego typu kotem.

Joanna Nowakowska na stronie koty.pl napisała mądre słowa:
Oswojenie ma sens, gdy w efekcie kot jest szczęśliwy – czytaj zdrowy, zrelaksowany, nie choruje. Wieczny stres i strach prędzej czy później mogą skończyć się poważną chorobą. Stres czasem zabija.

Źródło: Nowakowska, Joanna. "Jak oswoić kota – dzikusa. I kiedy go nie oswajać." 8.11.2017. https://www.koty.pl/jak-oswoic-dzikiego-kota/.  Dostęp: 13.11.2018.

Brak komentarzy:

Każdy komentarz motywuje mnie do dalszego pisania, dziękuję ♥

Obsługiwane przez usługę Blogger.